Macierzyństwo zwierząt. Priorytetem jest przetrwanie młodych, uczucia tylko komplikowałyby sytuację

W stadach, w których rządzą samice, zdarzają się adopcje. Lwice wspierają się, czasem karmiąc mlekiem nie swoje lwiątko. Gdy ginie jedna z lwic, małe zostają przygarnięte przez inną. Podobnie jest u słoni. Za to niedźwiedzica polarna jest nieprzewidywalna, bo albo małe bez matki zaadoptuje, albo je zje.

PO POLSKU

5/7/20228 min read

two elephants near trees
two elephants near trees
Anna Woźniak: Czy dla ssaków macierzyństwo to stan wyjątkowy? Przygotowują się do tego etapu życia w jakiś szczególny sposób?

Joanna Bagniewska: To zależy od gatunku i od tego, czy maluch bardzo różni się wielkością od mamy. Kangurzyca ruda jest postury człowieka, rodzi dziecko wielkości fasolki. Dla niej ciąża nie jest jakimś wielkim obciążeniem, podobnie jak poród. Oczywiście mały kangurek dojrzewa później w torbie mamy.

Przeciwieństwem kangurzyc są żyrafy, które rodzą małe stanowiące jedną dziesiątą ich wagi. W ich przypadku organizm samicy musi się do ciąży, która trwa 15 miesięcy, porządnie przygotować. Małe żyrafy rodzą się praktycznie gotowe do samodzielnego życia. W odróżnieniu na przykład od kociąt, które tuż po urodzeniu są ślepe, ledwo się poruszają i bez mamy nie dadzą sobie rady. Ale koty to drapieżniki, więc mogą sobie na to pozwolić.

Co to znaczy, że mogą sobie na to pozwolić?

Ryzyko, że staną się ofiarą innego zwierzęcia, jest małe. Gatunki, u których ryzyko śmierci jest duże, muszą się szybciej usamodzielnić. Dlatego żyrafa nie dość, że nosi w sobie wielkie cielę, to musi ukrywać swój stan. Jeżeli drapieżnik zobaczy, że na horyzoncie jest potencjalna ofiara z drugim zwierzęciem w środku, od razu staje się dla niego łakomym kąskiem.

Rodząc, żyrafa będzie stała w miejscu, do tego żyrafiątko jest łatwym łupem, nie mówiąc o bogatym w składniki odżywcze łożysku. Dlatego żyrafa musi ukrywać swój stan i fakt, że będzie rodzić, aż do ostatniej chwili.

To jest możliwe?

Ciężarna żyrafa nie biega wolniej, nie okazuje słabości i nie ma charakterystycznych objawów, które mogłyby wskazywać, w którym stadium porodu właśnie jest. To jest problematyczne, kiedy jest się opiekunem tych zwierząt w zoo, bo długo nic się nie dzieje i nagle bach, pojawia się małe żyrafiątko.

Dla żyrafy chyba musi być trudne szybko urodzić wielkie żyrafiątko?

Powiedziałabym, że to przeżycie jest bardziej traumatyczne dla malucha. Nagle z miękkiego brzucha zostaje wypchnięty na ziemię ze sporej wysokości. Szybko musi stanąć na nogach i zasuwać za mamą i stadem, by uciec drapieżnikom. Podobnie jest u zebr i antylop – jednodniowa antylopa gnu biega szybciej niż polująca na nią hiena.

Z kolei u niedźwiedzi polarnych ciąża, poród i wczesne stadium macierzyństwa zazębiają się ze snem zimowym. Nie jest to klasyczna hibernacja, bo nie obniża im się temperatura ciała, ale spada rytm serca i zwalnia metabolizm. Zanim niedźwiedzice wybudują sobie gawrę i się w niej umoszczą, muszą odpowiednio przytyć, minimum 200 kilogramów. W ich ciele dorastają zazwyczaj dwa niedźwiadki, do tego po porodzie trzeba je wykarmić. Podczas karmienia niedźwiedzia mama nie wychodzi z gawry. Z energetycznego punktu widzenia jest to ogromny wysiłek. O tym, jak wielki, niech świadczy to, że u amerykańskich niedźwiedzi czarnych, kuzynów misiów polarnych, kiedy rodzi się tylko jeden maluch, a nie dwa lub więcej, mama go porzuca. Po prostu nie opłaca się poświęcać energii na jednego potomka.

Nam wydaje się to okrutne.

Z ludzkiego punktu widzenia jest to okrutne, ale pamiętajmy, że w naturze nie liczą się uczucia, ale przetrwanie. Na przykład przesłodka panda też musi podejmować okrutne decyzje. Panda jest drapieżnikiem, ale trochę nie zdaje sobie z tego sprawy, bo żywi się bambusem. A ta roślina ma bardzo mizerną wartość energetyczną. Aby się utrzymać przy życiu, pandy przez cały dzień jedzą, a jeśli do tego dochodzi utrzymanie metabolizmu noworodka, to trzeba się zastanowić, czy jest się w stanie sprostać wychowaniu dwójki. Dlatego kiedy panda rodzi dwa niedźwiadki, tego słabszego porzuca. Z jej punktu widzenia staje przed wyborem między tym, czy przeżyje jeden, czy żaden.

Można powiedzieć, że u większości ssaków obowiązki związane z wychowaniem potomstwa spoczywają zazwyczaj na mamie?

Tak. Ssaki są w większości przypadków skazane na samotne macierzyństwo. Jeśli chciałybyśmy poszukać czegoś na kształt związków i wspólnego wychowywania dzieci, łatwiej znaleźć je wśród ptaków. Jeśli samica złoży jajo, to właściwie ktokolwiek może je wysiadywać. Owszem, zdarzają się wśród ptaków samotne mamy i samotni ojcowie, ale zazwyczaj oboje zajmują się pisklętami. Nie ma tu ograniczeń fizjologicznych, samiec i samica mogą jaja wysiedzieć, a potem wykarmić pisklęta.

Są też kukułki, które podrzucają swoje jaja innym do wysiedzenia.

Kukułki, choć najbardziej znane, nie są jedynymi ptakami, które tak robią. Jeden z gatunków kaczek, pasożytka, podrzuca jaja nawet ptakom drapieżnym. Mała kaczuszka, gdy tylko się wykluje, od razu wylatuje z gniazda. Nie jest tak okrutna jak kukułcze pisklę, które wyrzuca z gniazda inne młode i najgłośniej domaga się jedzenia. Istnieje nawet naukowe określenie na wychowywanie cudzych małych – allorodzicielstwo.

A czy wśród ssaków znajdziemy zaangażowanych ojców?

Tak, na przykład niektóre naczelne – gibony, makaki, pawiany. Te ostatnie, kiedy dochodzi w stadzie do sprzeczki między potomstwem a spokrewnionymi osobnikami, zazwyczaj stają po stronie potomstwa. Małpy żyją w stadach podobnych do rodzin.

Bardzo opiekuńczymi ojcami są otocjony, lisy żyjące w południowej i południowo-wschodniej Afryce. Rola mamy sprowadza się do urodzenia i karmienia małych. Poza tym zajmuje się nimi tata.

Można powiedzieć, że to, w jaki sposób zwierzęta zajmują się potomstwem, zależy od tego, w jakich stadach dorastają? Słonie żyją w matriarchalnych grupach, nie ma wśród nich dorosłych samców, nie mają więc wpływu na wychowanie młodych.

W pewnym sensie tak, choć u lwów, u których stado składa się głównie z samic i młodych, ale i taty, samiec niezbyt przejmuje się młodymi. Czasem da się kociętom pobawić ogonem albo grzywą, ale żeby coś zrobić wokół nich? Tym zajmują się lwice. On tylko ryknie, kiedy trzeba, by odstraszy inne lwy.

Czy nie na tym głównie polega jego rola w stadzie?

Samice z młodymi wiodą życie równoległe do samca. Lwice są ze sobą spokrewnione, mają zsynchronizowane cykle, aby móc urodzić kocięta mniej więcej w tym samym czasie. Samiec pojawia się wśród nich, żeby je zapłodnić. Oczywiście pilnuje terytorium, ale może pojawić się młodszy, silniejszy lew i przejąć po nim schedę. Wtedy zabija wszystkie kocięta swojego poprzednika.

A które małe są najbardziej związane z rodzicami?

W naturze młode zawsze w pewnym momencie opuszczają stado, między innymi po to by nie dochodziło do kazirodztwa – u ssaków na ogół wybywają samce, a u ptaków samice. Pamiętajmy, że są też gatunki zwierząt, które nigdy nie poznają swoich rodziców, bo składając jaja, umierają, albo zwyczajnie nie zajmują się małymi.

Ciekawe relacje rodzic – dziecko możemy zaobserwować u orek. Małe orki nie śpią przez pierwszy miesiąc życia, tak że opieka nad nimi jest bardzo intensywna. Całkiem niedawno odkryto, że w stadach, w których są babcie orki, młode są o wiele zdrowsze i mają większą przeżywalność.

Naukowcy zastanawiali się, jaka jest funkcja babci wśród zwierząt. U większości dzikich ssaków, jeśli samica straci zdolność do rozmnażania się, to koniec jej życia jest bliski. Jednak u kilku gatunków waleni, m.in. u orek, samice przechodzą coś na kształt menopauzy, po której jeszcze szczęśliwie sobie żyją. Zostają w stadzie i są jego ważnymi członkiniami. Babcie mają doświadczenie i wiedzę. Jednocześnie nie stanowią zagrożenia dla swoich córek, bo gdyby mogły rodzić razem z młodszymi samicami, małych orek byłoby bardzo dużo i konkurowałyby między sobą o pożywienie.

Jeśli funkcja babci jest ewenementem w przyrodzie, to jak nazwiemy słonice seniorki, które przewodzą stadu?

Najstarsze słonice rzeczywiście są przywódczyniami, ale one mogą rodzić młode, nawet będąc w podeszłym wieku. Kiedy tracą płodność, wiadomo, że niedługo umrą. Zostają w stadzie, bo ich wiedza jest bardzo cenna, ale jeśli nie czują się już na siłach, to pomału przechodzą na margines stada. Słonice między innymi tak dobrze dają sobie radę, bo nie są zdane same na siebie.

Uważam, że to bardzo mądre podejście.

Też tak uważam. Ze wspólnych doświadczeń korzystają też małpy człekokształtne, które, poza orangutanami, żyją w stadach.

Orangutany są samotnikami, samce nie poznają nawet swojego potomstwa, za to orangutanice można nazwać nadopiekuńczymi matkami. Przez pierwsze osiem lat życia dziecka nie pozwalają mu oddalić się na więcej niż dwa metry.

Wracając jeszcze do życia w stadach, warto wspomnieć o surykatkach, ponieważ wypracowały własny sposób na wychowanie młodych. Mamy surykatki wykorzystują jako niańki swoje rodzeństwo albo starsze dzieci. To też allorodzicielstwo, ale nie tak pasożytnicze jak w wykonaniu kukułek, tylko krewniacze, coś na zasadzie: „Siostra, zajmij się małym". Siostry, bracia i kuzyni nie tylko opiekują się maluchami, ale i organizują im szkołę.

Czego można się nauczyć w takiej szkole?

Jak być odważnym drapieżnikiem. Pierwszego dnia starsze siostry czy bracia przynoszą młodym do zabawy zdechłego skorpiona, żeby mogły dobrze go poznać. Potem podrzucają żywego skorpiona z odgryzionym żądłem, żeby mogły same go zabić.

A czy w stadach matriarchalnych mniej jest rywalizacji i przemocy?

Tam, gdzie są same samice i młode, na przykład u słoni, rzeczywiście panuje ład, porządek i współpraca. Z czego to wynika? Słonice są ze sobą spokrewnione, a więc pomagając sobie nawzajem, pomagają też rozprzestrzeniać swoje geny.

Jeżeli ja nie urodzę dziecka, ale urodzi moja siostra, to wolę, żeby przeżył spokrewniony ze mną siostrzeniec niż osobnik zupełnie obcy, dlatego pomogę w jego wychowaniu. Z tego względu zwyczajnie nie opłaca im się ze sobą konkurować. Nie doszukiwałabym się tu szlachetnego altruizmu, raczej jest to mądre rozgrywanie gry, w której walutą są geny.

Co ciekawe, w stadach, w których rządzą samice, dosyć często zdarzają się adopcje. Lwice wspierają się w opiece nad małymi, czasem karmiąc mlekiem nie swoje lwiątko. Gdy ginie jedna z lwic, małe zostają oficjalnie przygarnięte przez inną. Podobnie jest u słoni. Za to niedźwiedzica polarna jest trochę nieprzewidywalna, bo albo małe bez matki zaadoptuje, albo je zje.

Przeciwieństwem matriarchalnych stad są te, w których rządzi samiec alfa?

Odchodzi się już od pojęcia samca alfa. Kiedy przyjrzymy się watahom wilków, nie zobaczymy tam tych słynnych dominatorów, ale rozbudowane rodziny, w których rola i pozycja samicy jest równie ważna jak samca. Powiedziałabym nawet, że wilki to rodzinne zwierzęta. Wydaje mi się, że fiksacja na punkcie samców alfa wzięła się stąd, że przez dłuższy czas biologami byli głównie mężczyźni i robili nadinterpretację tego, co chcieliby zobaczyć.

Co innego haremy. Tam rzeczywiście jest jeden samiec, który ma pod sobą grupę samic, a jego głównym zajęciem jest kopulacja. Tak jest np. u lwów morskich, jeleni czy niektórych antylop.

Czyli ssaki żyją w stadach matriarchalnych, rodzinnych, haremach lub samotnie.

Tak, ale żeby obrazek był kompletny, należy tu wspomnieć też o koalicjach młodych samców. Na przykład słonie zbierają się w takie kawalerskie stadka i sieją postrach w okolicy. W młodzieńcach buzują hormony, potrafią wyrywać drzewa, tratować wszystko, co stanie im na drodze. Zdarza się, że próbują kopulować z nosorożcami, robią im krzywdę. Wtedy do akcji wkraczają starsze, bardziej okrzepłe samce i próbują nad nimi zapanować.

Życie zwierząt podporządkowane jest przetrwaniu, ale można zaobserwować wśród nich więzi matki z dzieckiem?

To zależy od gatunku. Czasem wśród zwierząt, które prowadzą samotnicze życie, zdarza się, że matka i córka żyją koło siebie. Zazwyczaj jednak nie zwracają na siebie uwagi. Ale na przykład u wspominanych wcześniej orek czy słonic, gdzie różne pokolenia przez wiele lat żyją razem, wspierają się, te więzi na pewno są silne.

Dr Joanna Bagniewska – zoolożka specjalizująca się w ekologii behawioralnej. Absolwentka i doktorantka Uniwersytetu Oksfordzkiego, studiowała także na Jacobs University w Bremie i Rice University w Houston. Obecnie wykłada na Wydziale Nauk o Środowisku Brunel University London, a także pracuje jako popularyzatorka nauki na Wydziale Pediatrii Uniwersytetu Oksfordzkiego.

Wywiad ukazał się w Wysokich Obcasach.

green leaf tree during daytime