Co wiemy o intymnym życiu hien? Jeden z ich badaczy pozwał twórców "Króla lwa" za zniesławienie

Śmieją się dwa gatunki: hiena pręgowana i krokuta. Te drugie w ogóle mają bardzo szeroki repertuar wokalny: nie tylko się śmieją, ale też wyją, piszczą.

PO POLSKU

8/1/202219 min read

a hyena walking in a field
a hyena walking in a field
Z ZOOLOŻKĄ JOANNĄ BAGNIEWSKĄ* ROZMAWIA TOMASZ KWAŚNIEWSKI

– Widział pan „Króla lwa"?

Oczywiście.

– W „Królu lwie" są hieny…

…bardzo głupie, bardzo oślizgłe i bardzo złe.

– Właśnie.

Animatorzy Disneya, przygotowując się do tego filmu, pojawili się w kalifornijskiej placówce badawczej zajmującej się hienami, żeby je pooglądać, móc je później dobrze narysować. Badacze zgodzili się im je udostępnić pod warunkiem, że nie będą negatywnie przedstawione. I zostali zapewnieni, że nie, hieny będą elementem komicznym.

Wyszło, jak wyszło.

Jeden z badaczy pozwał twórców „Króla lwa" w imieniu hien za zniesławienie. Niestety bezskutecznie.

Ale to jest nagminna sytuacja, że tak właśnie są przedstawiane hieny w filmach, również dokumentalnych – często pokazuje się je pod tym kątem, że zabierają innym zwierzętom, na przykład dzielnym lwom, ich zdobycz. Mimo że często jest odwrotnie.

To jak to naprawdę jest z hienami?

– Zacznijmy od odpowiedzi na pytanie: kto to w ogóle jest hiena?

To są rzecz jasna drapieżniki, kotokształtne…

Myślałem, że psio?

– No właśnie bliżej im jest do kotów. Mimo że wyglądają jak psowate, dużo biegają, nie chodzą po drzewach, jak polują, to w sposób, jaki robią to psowate. Ale już jak się myją, to wyglądają jak koty. Ma pan kota?

Nie.

– Ale na pewno pan widział, że jak kot się wylizuje, to zawsze trzyma tylną łapkę do góry. No i hieny robią tak samo, tu wychodzi ich kotowatość.

A jeszcze bliżej jest im do rodziny mangustowatych, do której należy na przykład surykatka.

Zadziwiające podobieństwo.

– Zapewniam, że zdziwień w związku z hienami będzie znacznie więcej.

Ich historia zaczęła się jakieś 20 milionów lat temu, kiedy wszystkie kotokształtne jeszcze łaziły po drzewach, wtedy zaczęły ewoluować hieny, wchodząc w niszę jeszcze nie zajętą przez psowate – zaczęły polować na ziemi, szybko i daleko biegać, żywić się padliną.

Z czasem wyodrębniły się dwie linie hien. Jedna o masywnych szczękach, którymi roztrzaskiwały kości. Druga, mniejsza, o znacznie delikatniejszym pyszczku, podobna do dzisiejszych szakali.

Obie miały się bardzo dobrze, do tego stopnia, że można je było znaleźć praktycznie wszędzie, nawet na południu Syberii.

W Europie były hieny…

W Polsce?

– Tak, również na Wyspach Brytyjskich.

A potem, mniej więcej 11-12 tysięcy lat temu, hieny wyginęły w Europie…

Dlaczego?

– Te szakalopodobne w większości na skutek zmian klimatycznych; nie przetrwały też pojawienia się psowatych. Natomiast kopalne hieny jaskiniowe o wielkich szczękach, co widzimy na podstawie ich szczątków, były sporo większe niż współczesne i polowały na włochate nosorożce, tarpany, ale także na ludzi. W zamieszkiwanych przez nie jaskiniach znajdowane są pogryzione kości ludzkie.

Ludzie również polowali na hieny.

I teraz naukowcy się zastanawiają, czy upadek hien w Europie został spowodowany przez ekspansję człowieka i na przykład wilka szarego, czy też raczej ekspansja ludzi była możliwa dlatego, że nastąpił upadek hien, spowodowany czymś innym. Na przykład zmianami w środowisku naturalnym hien.

W każdym razie dziś mamy cztery gatunki hien: trzy z masywnymi szczękami i jeden z delikatniejszym pyszczkiem.

Nazwijmy te gatunki.

– Ten ostatni to protel.

To jest najmniejszy gatunek z rodziny hienowatych: waży około 10 kilogramów. I nie jest ani padlinożercą, ani myśliwym polującym na grubego zwierza, on żywi się termitami. Zlizując je po prostu. Prawdopodobnie dlatego udało mu się przetrwać napływ psowatych – nie konkuruje z nimi o pożywienie.

Jak wygląda?

– Dość włochaty, pręgowany, ma grzywę, którą jeży, gdy się przestraszy i chce zaimponować komuś wielkością. Ma bardzo duże uszy, które mu pomagają, obok węchu, wyszukiwać termity. Moim zdaniem jest najprzystojniejszy z rodziny hienowatych.

Mieszka w Afryce, głównie południowej, i wschodniej. Żyje w monogamicznych parach, mama i tata wspólnie zajmują się dziećmi.

Słyszał pan o czymś takim jak „wielka piątka Afryki"?

Nie.

– W XIX wieku myśliwi określali tak pięć najbardziej niebezpiecznych zwierząt Afryki: słonia, bawoła, nosorożca, lamparta i lwa. Obecnie z przyczyn marketingowych przewodnicy safari wymyślają inne „piątki", jest więc na przykład „najbrzydsza piątka" czy „nieśmiała piątka", do której zalicza się właśnie protel, ponieważ jest trudny do spotkania w naturze. A to dlatego, że żeruje nocą, a po drugie, w związku z tym, że żywi się termitami i nie ma dla niego zbyt wiele pokarmu, występuje dosyć rzadko.

Kolejne gatunki, idąc od najmniejszego, to hiena pręgowana, potem brunatna i wreszcie plamista albo cętkowana, która zresztą należy do „najbrzydszej piątki" i teraz po polsku w ogóle nie nazywa się hiena, tylko krokuta.

A to czemu?

– Bo w 2015 roku Muzeum i Instytut Zoologii Polskiej Akademii Nauk zdecydowały się zaktualizować polskie nazwy ssaków.

Nazwa łacińska tego gatunku to jest Crocuta crocuta...

A tamtych Hiena hiena?

– Pręgowana jest Hyaena hyaena, a brunatna jest Parahyaena brunnea.

Chodziło o to, żeby te polskie nazwy uzgodnić z łacińskimi?

– Tak, ale też żeby unaocznić, że hiena brunatna i pręgowana są bliżej ze sobą spokrewnione. A co za tym idzie, mają podobną ekologię.

Idźmy więc po kolei.

– Pręgowane ważą średnio 35 kilogramów. To mniej więcej tyle co potężny bokser. Żyją w Azji: od Bliskiego Wschodu aż po Indie. Oraz na północy i wschodzie Afryki. To jest najszerzej występujący gatunek hieny.

One, jak sama nazwa wskazuje, są pręgowane, mają też sporą grzywę, w ogóle to jest chyba najbardziej stereotypowa, jeżeli chodzi o wygląd, hiena.

Żyją samotnie, w parach lub małych grupach rodzinnych, rodzice wspólnie zajmują się potomstwem.

A dlaczego hieny mają takie wyraźnie mocniejsze przednie łapy, w ogóle sylwetkę, jakby się garbiły?

– To wynika z ich przystosowania się do tego, żeby jak najlepiej biegać.

Jeżelibyśmy wzięli kota i go rozciągnęli, to się okaże, że jego łapy też nie są tej samej długości – tylne są zdecydowanie dłuższe i mocniejsze od przednich. A to dlatego, że koty wybijają się z nich do skoku. Hieny nie mają takiej potrzeby, bo nie polują, jak koty, skacząc na ofiarę. Tylko biegną. W przypadku tych hien padlinożerców po to, żeby znaleźć pożywienie. A w przypadku tych, które polują, czyli krokut, one robią to trochę tak jak psowate, czyli ruszają w pościg na przykład za antylopą, po drodze co i raz szarpiąc ją od spodu. To jest okropna metoda polowania z punktu widzenia ofiary…

Bo one cały czas ją tak podgryzają?

– Wgryzają się w miękkie części ciała, przegryzają brzuchy. W rezultacie antylopy czasem plączą się we własnych jelitach. Horror.

Hieny są naprawdę imponującymi biegaczami, taki pościg może się rozgrywać na dystansie nawet 25 kilometrów.

A przy tym są szybkie?

– Krokuty mogą biec nawet 60 kilometrów na godzinę.

Wróćmy do hieny pręgowanej.

– Są głównie padlinożercami, aczkolwiek zdarza się im też zapolować, w tym na dość spore zwierzęta. A jednocześnie bardzo lubią melony.

A skąd u nich ta miłość do melonów?

– Słodkie, smaczne, w ogóle sporo jest drapieżników, które nie są wyłącznie mięsożerne, na przykład psowatym zdarza się zjeść jakieś borówki albo inne jagódki…

Marchewkę.

– Właśnie.

Nie zawsze przecież jest dostęp do padliny, trzeba być elastycznym. A w związku z tym, że hieny to padlinożercy, żołądki mają jak strusie, a nawet lepsze niż strusie, bo potrafią strawić wszystko.

Hieny są najefektywniejszymi drapieżnikami, bo mogą połknąć nie tylko mięso, ale też skórę, a nawet kości, które mielą swoimi potężnymi szczękami. Krokuty mają szczęki silniejsze nawet od niedźwiedzi brunatnych, mimo że są od nich dużo mniejsze. Wszystko to przelatuje przez ich układ trawienny – pełen bardzo skoncentrowanego kwasu solnego – który pobiera z tego, co się da, jeśli chodzi o wartości odżywcze. Po czym wypada drugim końcem w postaci odchodów, które właśnie ze względu na dużą zawartość wapnia z kości są bardzo białe.

Kolejne jeśli chodzi o wielkość są hieny brunatne, średnio ważą między 40 a 50 kilogramów. Mieszkają w Afryce Południowej. Żyją w rodzinnych grupach: mama, tata i potomstwo, trochę podobnie jak wilki. Tylko ta struktura nie jest u nich tak sztywna. Wspólnie wychowują młode, czasami dzieląc się jedzeniem, ale niekoniecznie. I też na ogół żywią się padliną. Na żer wychodzą samotnie, ponieważ do znalezienia padliny nie potrzeba pracy zespołowej.

Często zresztą, podobnie jak hieny pręgowane, podkradają innym gatunkom zdobycz, zwłaszcza większym kotowatym, na przykład lampartom. W ogóle jeżeli da się komuś ukraść coś do jedzenia, to hieny nie mają z tym problemu. Przy czym w naturze w ogóle jeżeli ktoś gdzieś zobaczy darmowe jedzenie, to z niego skorzysta. Nie jest więc tak, że tylko hieny są te złe, które kradną, a inne gatunki uznają święte prawo własności. Kradną tak samo. Tylko może nie są aż tak bezczelne, tak duże i silne, nie robią tego z tak dużymi sukcesami, więc mniej się o nich mówi.

Największe hieny, krokuty, często polują i wtedy z kolei lwy przychodzą i kładą łapę na ich zdobyczy.

To teraz zajmijmy się właśnie tymi największymi hienami, czyli krokutami.

– One ważą nawet 80 kilogramów. Czyli to są takie, no, całkiem spasione bernardyny. Z tym że hieny składają się z samych mięśni.

O ile u proteli, hien pręgowanych i brunatnych samce są troszkę większe od samic, tak u krokut samice są o wiele większe od samców. I tak jak tamte padlinożerne gatunki żyją albo same, albo w parach, albo w grupkach rodzinnych, tak polujące krokuty żyją w stadach liczących nawet 80 osobników. Te stada, czyli klany, zajmują wspólne terytorium i bronią go przed intruzami. A klanami zarządzają samice, które są tu tą zdecydowanie dominującą płcią.

No a jeszcze wewnątrz tego stada istnieją różne skomplikowane relacje, zrzeszenia. Przez co stado krokut bardziej niż na przykład watahę wilków przypomina stado małp. I też pozycja najbardziej dominującej samicy nie wypływa tylko i wyłącznie z jej rozmiaru i siły, ale również z relacji wewnątrz stada.

Im więcej ma wsparcia, tym jest mocniejsza?

– Tak. Choć też trochę wynika to z genów. Bo jeżeli ktoś się urodził dzieckiem dominującej samicy, to z automatu jest wyżej w hierarchii, nawet jako szczenię, niż na przykład dorosły osobnik, który jest niżej w hierarchii niż mama.

Arystokracja taka?

– Tak, z tym że te arystokratyczne szczeniaki są traktowane jako takie, dopóki mama jest w pobliżu. Bo jak się odwróci, to osobniki, które są niżej, zaczynają dogryzać tym książątkom. Słowem to wszystko jest skomplikowane. A w związku z tym, że samice krokut mają olbrzymie łechtaczki, które wyglądają tak samo jak penisy u samców, trudno jest z oddali je od nich odróżnić, więc te zawiłości hienich klanów wciąż nie są dobrze znane.

A jak sobie wyobrazić to uprzywilejowanie samic w stadzie hien?

– One mają bardzo dużo androgenu, a co za tym idzie, są ogromnie agresywne. Nie jest więc tak, że stado krokut opiera się na współpracy, wzajemnej miłości, aniołkach i tęczach. Tylko tam jest nieustająca konkurencja: kto, kogo, gdzie i kiedy przesunie, zdominuje, wygryzie. Wszystko więc oparte jest na agresji, rządzi się androgenami, czyli hormonami męskimi, u wszystkich osobników, a zwłaszcza, jak na ironię, u samic.

A jakie profity ma dominująca samica?

– Częściej się rozmnaża. Ma większy dostęp do jedzenia. Ma też lepszy układ odpornościowy.

W ogóle u zwierząt jest tak, że im bardziej dominujący jest osobnik, tym ma lepszy układ odpornościowy. I w przypadku hien to właśnie samice mają lepszy od samców, a samice dominujące od podrzędnych samic.

Z czego to wynika?

– To jest pytanie typu, co było wcześniej: jajko czy kura? A więc czy one mają lepszy układ odpornościowy, bo mają lepszy dostęp do jedzenia, czy też mają lepszy dostęp do jedzenia, bo są zdrowsze? Nie wiadomo.

Rozumiem, że jak dominująca samica zaczyna słabnąć, to wtedy w jej miejsce wchodzi jakaś inna?

– Jeżeli dominująca samica na przykład zginie, jej miejsce zajmuje któraś z córek. W ogóle jeśli chodzi o potomstwo, to u krokut istnieje zjawisko niesamowite, niespotykane u innych ssaków. A mianowicie dochodzi u nich do bratobójczych walk dosłownie kilka minut po urodzeniu.

Te takie słodkie maluszki na siebie się rzucają?

– Tak, bo krokuciątka rodzą się od razu z otwartymi oczami i z zębami.

To są najlepiej rozwinięte szczeniaki ze wszystkich ssaków drapieżnych.

Rodzą się w podziemnych norach. Bo te stada mieszkają w wielkich jamach, które mają większe i mniejsze sale połączone tunelami. Na ogół krokuty nie wykopują ich same, tylko zabierają innym zwierzętom, na przykład mrównikom. I potem już tylko je pogłębiają.

W ramach tych rozległych mieszkań istnieją pokoiki, które są niedostępne dla dorosłych osobników. I do takiego właśnie pokoiku samice rodzą młode – one są niedostępne również dla mamy, bo wejście jest zbyt wąskie, średnio ma 25 cm średnicy.

Szczeniaki, najczęściej dwójka, wyskakują z mamy do tej norki. Zresztą nie bez problemu, bo krokuty rodzą przez łechtaczkę o wąskim kanaliku, to nie jest taka pochwa jak u większości ssaków. No a każdy szczeniak średnio waży około kilograma. Pierworodny szczeniak zresztą często nie przeżywa porodu, po prostu się dusi. Ale jeżeli obojgu się uda i urodzi się parka różnej płci, to nie ma problemu, bardzo szybko hierarchia między nimi zostaje ustalona, chłopiec jest na dole, dziewczynka na górze, i mogą przejść nad tym do porządku dziennego. Jeżeli jednak są tej samej płci, to stanowią dla siebie konkurencję – natychmiast rzucają się na siebie, niemalże obdzierając się ze skóry.

Silniejsze dodatkowo broni wyjścia z norki, nie dając temu słabszemu wyjść, żeby mogło się napić mleka mamy.

Bo mama przychodzi i je karmi?

– Tak, swoim mlekiem.

I w końcu siostrzyczka zjada siostrzyczkę, braciszek braciszka?

– One są na tyle małe, że jeszcze nie jedzą stałego pokarmu, ale tak, silniejsze z rodzeństwa zabija słabsze.

Kolejną ciekawą sprawą, jeśli chodzi o intymne życie hien, jest to, że im bardziej dominująca jest samica, tym więcej ma potomków płci męskiej.

Dlaczego?

– Bo z ewolucyjnego punktu widzenia jeżeli osobniki są różnej jakości, to samiec, który jest dobrej jakości, ma bardzo dużą szansę na zapłodnienie wysokiej liczby samic. Natomiast samiec gorszej jakości może w ogóle nie mieć potomstwa. Z kolei samica, nawet gorsza jakościowo, prawdopodobnie i tak będzie mieć potomstwo, bo zawsze znajdzie się samiec, który ją zapłodni…

Czyli liczba populacji zależy od samic, ale jakość od samców?

– Tak, bo samiec może zapłodnić, ile chce samic, ale samica nie może mieć nieskończonej liczby dzieci. I dlatego właśnie dominujące, czyli lepsze samice, mają więcej synów. Aczkolwiek jeżeli pojawia się katastrofa i na przykład ginie połowa klanu, a co za tym idzie na pozostałe hieny przypada więcej jedzenia, to dominujące samice produkują córki. I wtedy też, właśnie dlatego, że jest dużo jedzenia, te córki, nawet jeżeli rodzą się jednocześnie, nie zjadają się wzajemnie.

A skąd my to wszystko wiemy?

– No właśnie, przez długi czas naukowcy nie zdawali sobie z tego sprawy, bo nie mieli wglądu w to, co się dzieje w hienich jamach, widzieli tylko młode, które pojawiają się na powierzchni. Ale w latach 80., kiedy zaczęto zastanawiać się nad tym, jak hormony wpływają na agresję, zoolog Laurence Frank razem z psychologiem Stephenem Glickmanem na Uniwersytecie Berkeley w Kalifornii założyli własny klan hien. Sprowadzili z Afryki krokuty, dziesięć szczeniąt, zaczęli je obserwować i rozmnażać. Konfrontując to, co znaleźli w swoich warunkach laboratoryjnych, z tym, co można zaobserwować w naturze.

A dlaczego one mają takie wielkie łechtaczki?

– Pytanie jak z bajki o Czerwonym Kapturku.

No właśnie: Babciu, a dlaczego ty masz taką wielką łechtaczkę?

– Z tym że tu nie chodzi jedynie o to, że ona jest duża, ale, i to jest unikalne dla krokut, inne zwierzęta tak nie mają, przez nią przechodzi zarówno cewka moczowa, jak i ujście pochwy.

Wiele jest hipotez, które próbują to wyjaśnić, jedna z nich mówiła, że ta łechtaczka przypomina penisa dlatego, że samice mają dużo androgenów. Upadła w momencie, gdy badacze stwierdzili, że w życiu płodowym samiczek pseudopenisy pojawiają się, nim nastąpi podwyższenie poziomu androgenów.

Mnie najbardziej podoba się hipoteza, że ta łechtaczka wzięła się z tego, że samica krokuty, żeby doszło do kopulacji, musi wyrazić bardzo jasno zgodę.

U większości zwierząt samce nie są dżentelmenami. Jeżeli bardzo chcą zapłodnić samicę, to na ogół do tego dochodzi. A u krokut to jest po prostu fizycznie niemożliwe. Bo to samica musi, mniej więcej tak, jak się podwija rękawy, odwinąć łechtaczkę, żeby udostępnić swoje wnętrze samcowi. I on też musi się nawyginać, żeby jedno w drugie włożyć. To jest więc po prostu narzędzie selekcji płciowej.

A czy ta łechtaczka, tak jak penis, odgrywa też jakąś rolę dominacyjną?

– To jest tak jak na przykład u psów – kiedy się spotkają, to dominujący osobnik jest wylizywany, a podległy wylizuje. W związku z tym im wyżej jest się w hierarchii, tym więcej wylizywania u danej, w przypadku hien, osobniczki.

Osobników u krokut to już nikt nie wylizuje, bo one są na samym dole.

A dlaczego w ogóle to się tak zrobiło, że u hien to kobiety są dominujące?

– Wciąż nie wiadomo, skąd się nagle u nich wzięło tyle hormonów męskich.

Bo to jest chyba jednak trochę inaczej niż u większości zwierząt, gdzie to raczej faceci rządzą?

– Z tym to jest różnie.

Wiele gatunków ssaków to samotniki, tam nikt nie rządzi. Samica i samiec spotykają się rzadko, ona zachodzi w ciążę i każde idzie w swoją stronę. Ona zostaje z dziećmi, on nigdy ich nie poznaje.

A jeśli chodzi o gatunki stadne, to są przeróżne wariacje. Od stosunków bardzo egalitarnych, jak u wilków albo hien brunatnych. Przez haremy, jak na przykład u lwów morskich lub goryli, gdzie jest dominujący pan i on ma dostęp do całej grupy samic, które zapładnia i których pilnuje. No a czasami jest też matriarchat, który różne ma oblicza: nieustającej konkurencji opartej na agresji, jak u hien, albo wspierające, jak na przykład u słoni, gdzie samice żyją w żeńskich stadach, wraz z dziećmi, troszcząc się o siebie nawzajem. Natomiast samce słoni są samotnikami albo jeśli są już w podeszłym wieku, to ci starsi panowie tworzą takie małe grupki i też sobie wspólnie ze wszystkim radzą.

A u hien ta rola samców polega na czym?

– One w ogóle nie zajmują się młodymi. Mamy krokuty nawet przy tym bardzo wysokim poziomie androgenów są supermamami. Przez pierwsze trzy miesiące młode są karmione wyłącznie mlekiem, a potem mama przynosi im pożywienie do jamy. I czasami musi się naprawdę nabiegać, żeby je znaleźć – mama krokuta w ciągu jednej nocy potrafi przebiec 80 kilometrów w poszukiwaniu jedzenia.

Czyli to nie jest tak, że po porodzie kładzie się do jakiegoś łoża, tylko ona cały czas zasuwa?

– Tak, inaczej rodzina zginie z głodu.

To co ci faceci tam robią?

– Są.

Nawet nie polują?

– Nie no polują, bo sami przecież muszą coś jeść. Poza tym zapładniają, bo taką mają potrzebę. Ale młodymi nie zajmują się kompletnie. Generalnie ich relacje z dziećmi ograniczają się do tego, że córki rozpoznają ojców w ten sposób, że są wobec nich trochę mniej agresywne.

Samce nie stanowią istotnej podstawy klanu.

Czasami wypadają z klanu. Czasami dołączają do innego. Ale kiedy dołączają, to jak w korporacji: zaczynają na samym dole i dopiero muszą się piąć w hierarchii.

Na co polują krokuty?

– Najchętniej na gnu i zebry. Bo krokuty nie są padlinożercami. Oczywiście jeżeli coś martwego znajdą, to zjedzą, ale większość pożywienia zdobywają, polując. I to też jest ciekawe, że polują właściwie na to samo, co lwy – 60 procent ich diety się zazębia. Dlatego stanowią dla siebie konkurencję.

I w związku z tym podkradają sobie jedzenie?

– Tak, przy czym kto wygra, zależy od tego, ile jest lwów, a ile hien. Jeżeli proporcja wynosi 4:1 dla hien, to właśnie one wygrają.

Krokuty konkurują również z likaonami…

To są takie…

– Psowate, z ogromnymi uszami.

Likaony również polują stadnie i jeżeli ich liczebność jest podobna do hien, to mają szansę wygrać. Bo one naprawdę współpracują, dbają wzajemnie o siebie, mają bardzo silne więzi. Natomiast krokuty są razem w jednym klanie i mają ten sam cel, żeby coś zabić i zjeść, ale podchodzą do tego bez wspólnej taktyki.

Krokutom zdarza się polować na ludzi?

– Tak, i to jest główne źródło naszej niechęci, strachu, obrzydzenia do hien, zasilające negatywne o nich stereotypy. Przy czym trudno rozgraniczyć, czy chodzi tu o krokuty, czy o hieny pręgowane oraz brunatne, bo w wielu językach jest tylko jedno słowo – hiena – które określa te trzy gatunki.

Ludzie często uważają hieny za zwierzęta tchórzliwe. No bo jedzą padlinę, czyli same nie polują…

Co już wiemy, że w przypadku krokut jest nieprawdą.

– Właśnie.

Albo że zabierają innym upolowane jedzenie. Czyli nie dość, że tchórzliwe, to jeszcze żerują na wysiłku innych. No a hieny pręgowane dodatkowo w obliczu ataku udają, że są martwe, co nie poprawia im PR-u.

Poza tym bezczeszczą groby, i to nie należy do przeszłości. Jeżeli ludzkie szczątki zostały jakoś niespecjalnie głęboko zakopane, to hieny je wygrzebią i zjedzą. One naprawdę nie są wybredne. A im więcej dostępnych trupów, tym hieny nabierają większej ochoty na ludzkie mięso. I wtedy zaczynają aktywnie polować na żywych ludzi.

Wydawać by się mogło, że to wszystko są opowieści z dawnych lat, na przykład z czasów epidemii śpiączki w Ugandzie – początek XX wieku – kiedy to hieny najpierw zjadały nieboszczyków, a potem atakowały chorych leżących przed domami. Ale nawet niedawno, w czasie drugiej wojny domowej w Sudanie, lata 1983-2005, ze względu na większy dostęp do ludzkich zwłok hieny rozsmakowały się w ludzkim mięsie, przyzwyczaiły do jego konsumpcji i potem częściej atakowały ludzi.

Dodatkowo ataki na ogół mają miejsce podczas pory suchej, czyli wtedy, kiedy jest mniej naturalnego pokarmu dla hien. A jednocześnie, ponieważ jest bardzo ciepło, ludzie często śpią na zewnątrz. Tak więc z jednej strony mamy brak alternatywy, a z drugiej łatwa zdobycz.

Czyli ten kiepski PR hien u ludzi bierze się z tego, że one po prostu nas zjadają?

– Nie chcę sugerować, że to masowe zjawisko, ale też nie można powiedzieć, że się w ogóle nie zdarza.

Na pewno znacznie większe problemy hieny sprawiają hodowcom owiec, kóz czy osłów. Zwłaszcza krokuty, które polują na zwierzęta hodowlane. I u których występuje zjawisko nazywane „nadzabijaniem" – Hans Kruuk, holenderski biolog, jako pierwszy użył tego określenia. Widzimy to też na przykład u lisów: wpadają do kurnika i zabijają wszystkie kury, po czym uciekają z jedną.

Hans Kruuk, zresztą mój naukowy dziadek, czyli promotor mojego promotora, w jednym ze swoich artykułów podaje, że 19 krokut w trakcie jednego polowania zabiło 82 gazelopki – to są takie małe gazele. Poraniło 27. A zjadło z tego tylko 16 procent.

Kiedy pracowałam w RPA, tamtejsi farmerzy, mówili mi wprost, że oni nie mają problemu z tym, żeby hiena czy szakal zjadły od czasu do czasu jedną owcę. Ale jeśli zabiją albo ranią bardzo wiele, i na dodatek nawet z tego później nie korzystają, to ich krew zalewa.

Rozumiem, że w związku z tym ludzie zabijają hieny?

– Najlepiej z tych czterech gatunków wiedzie się protelom. Co prawda nie ma ich wiele, ale ich populacja jest stała, nie są zagrożone. Bo też nie szkodzą nikomu, jedyne, co im zagraża, to to, że mają coraz mniej środowiska naturalnego, ale to niestety dotyczy dziś prawie wszystkich gatunków zwierząt.

Hien brunatnych jest najmniej, szacuje się, że między 4 a 10 tysięcy. Ale ich populacja jest stała.

Hien pręgowanych jest więcej, bo od 5 do 10 tysięcy. Ale populacja się zmniejsza, bo w ich przypadku, zresztą podobnie jak hien brunatnych, hodowcy, widząc je nad padliną, powiedzmy krowy, myślą: „Aha, to te hieny przyszły i zabiły mi krowę"…

I wtedy do nich strzelają.

– Tak, podczas gdy najprawdopodobniej to inne zwierzę ją zabiło, a te hieny tylko odgoniły lamparta czy lwa i same zaczęły jeść. Tak więc nie one były przyczyną, ale to na nich się skrupia.

Krokut jest najwięcej, bo między 27 a 47 tysięcy. To są najliczniejsze duże drapieżniki w Afryce. Ale o czym my tu mówimy, w porównaniu z liczbą ludzi to jest nic. I ich też jest niestety coraz mniej, właśnie ze względu na to, że nie są lubiane. A poza tym są zabijane, zresztą podobnie jak hieny pręgowane i brunatne, w związku z medycyną tradycyjną.

Wciąż?

– Tak.

Różne części ciała hien są uznawane za amulety. Albo za lekarstwa, albo za specyfiki potrzebne do odczynienia złego uroku, w ogóle w magii. Na przykład bransoletka z odbytu hieny zapewnia powodzenie u płci przeciwnej.

Ale jak to bransoletka z odbytu?

– No bierze się mięsień, zwieracz, obcina, on jest okrągły, rozciągliwy…

Tu dodam, a propos hien cmentarnych: dla Masajów zjedzenie szczątków ludzkich przez hieny jest normalną formą pogrzebu.

Bardzo ekologicznie.

– Właśnie.

Ale to nie wszystko. Jeżeli hieny nie chcą zjeść tych szczątków ludzkich, to znaczy, że coś z tą osobą było nie tak.

Ostateczna weryfikacja.

– Otóż to. W związku z tym ludzie smarują szczątki swoich bliskich zmarłych na przykład krwią albo tłuszczem, żeby oszczędzić rodzinie zmarłego kompromitacji.

Prawdę mówiąc, nigdy nie rozumiałam, czemu to, że jakieś zwierzę jest padlinożercą, ma być przyczynkiem do tego, żeby nim pogardzać. Bo przecież bycie padlinożercą jest niesamowicie odpowiedzialnym i ważnym zadaniem.

Gdyby nie padlinożercy, tobyśmy zginęli w natłoku mięsa i chorób.

Hieny, właśnie ze względu na to, że są padlinożercami, dają sobie radę właściwie ze wszystkimi szczątkami i z tym, co na tych szczątkach żyje. Są bardzo odporne na choroby. Jeśli przyjrzymy się epidemiom wybuchającym wśród drapieżników w różnych częściach Afryki, to na przykład likaony, wilki etiopskie, lwy chorowały na wściekliznę albo na nosówkę, a hieny nigdy. One nawet jeżeli złapią wściekliznę, to przechodzą ją bezobjawowo.

Czyli dzisiaj, w dobie pandemii, hieny powinny być noszone na rękach?

– Zdecydowanie.

No to czemu, skoro są tak ważne, nie cieszą się naszym szacunkiem?

– A czy ci, co sprzątają, w naszym, ludzkim, społeczeństwie cieszą się szacunkiem?

A czy my próbujemy jakoś ukraść hienom tę tajemnicę ich superzdrowia?

– No właśnie m.in. dlatego stacja badawcza w Berkeley zajmowała się hienami – zaczęli od badania wpływu hormonów na zachowanie, ale potem to poszło w różne strony, w tym badań nad układem odpornościowym. Niestety kilka lat temu zamknięto tę placówkę, nie było już na nią funduszy.

Na koniec muszę zapytać o ten ich śmiech.

– Śmieją się dwa gatunki: hiena pręgowana i krokuta. Te drugie w ogóle mają bardzo szeroki repertuar wokalny: nie tylko się śmieją, ale też wyją, piszczą.

Ten śmiech u krokut…

Słyszała pani?

– Tak.

I to naprawdę jest jak śmiech?

– Tak. Choć z dalszej odległości raczej słychać takie pohukiwanie, które zresztą usłyszymy we wszystkich filmach przyrodniczych kręconych w Afryce – to ich sposób komunikacji na dalsze odległości. Natomiast ten jakby śmiech oznacza, że jest się osobnikiem stojącym niżej w hierarchii.

Na przykład jeżeli hiena jest odganiana od jedzenia albo jakaś inna ją atakuje, to wtedy atakowana zaczyna się śmiać. I im wyższy dźwięk wydaje, tym mniej jest dominująca.

To zupełnie jak u ludzi.

– Niezupełnie, tu nie chodzi o poczucie humoru.

Ale u nas też jak dominujący samiec albo dominująca samica opowiada kawał, w szczególności nieśmieszny, to te uległe tym głośniej się śmieją, im właśnie bardziej są uległe.

– A wie pan, że nigdy o tym tak nie pomyślałam.

*Joanna Bagniewska - doktor zoologii, adiunktka na wydziale nauk o środowisku Brunel University w Londynie, popularyzatorka nauki na Oxford University.

Wywiad ukazał się w Dużym Formacie.

green leaf tree during daytime