Gdańska zoolożka po Oksfordzie: “Z naukowców można się śmiać”

Artykuł Doroty Karaś w trójmiejskiej Gazecie Wyborczej

Joanna Bagniewska z puchaczem podczas kursu sokolnictwa w Stratford-upon-Avon

Joanna Bagniewska z puchaczem podczas kursu sokolnictwa w Stratford-upon-Avon (Fot. Archiwum prywatne)

W Polsce komedia naukowa dopiero raczkuje. W Wielkiej Brytanii naukowiec dostaje mikrofon i około dziesięciu minut na to, żeby rozśmieszyć publiczność. Mam o tyle łatwo, że badania zoologa w dużej mierze obracają się wokół seksu i kup.
Urodziła się w Gdańsku, dzieciństwo spędziła podróżując po świecie. Studiowała w trzech krajach, skończyła Oksford. Badała kangury i wombaty w Australii, lisy i szakale w Afryce, tresowała pszczoły w Anglii. Wyniki swoich prac prezentuje na scenie – w komediach naukowych. Polska zoolożka robi międzynarodową karierę naukową.

Continue reading Gdańska zoolożka po Oksfordzie: “Z naukowców można się śmiać”

Advertisements

M. Suskiewicz: Święto polskiej nauki

Jagielloński24

Może przydałoby się spojrzeć na tego typu inicjatywy z chłodnego dystansu, opisać ich zalety i wady, zastanowić się nad tym, co trwałego wnoszą one do polskiej nauki, zwłaszcza, że większość ich uczestników przebywa przecież za granicą i nie wiadomo, czy kiedykolwiek do Polski wróci. Może, ale na razie jestem w stanie opisać tylko niesamowite wrażenie, jakie „Polskie perspektywy” na mnie wywarły: wrażenie niezwykłego, radosnego święta.

Piątek rano. Przyleciałem z deszczu, z szarości, z mgły, a tu, gdzie spodziewać się można było pogody jeszcze gorszej, nieprzeniknionych chmur i silnych wiatrów – świeci słońce. Jedziemy, powoli mijając tłumy pieszych i rowerzystów i zatrzymując się kilka razy na światłach, w tym raz, by przepuścić grupę dziewcząt w szkolnych mundurkach z kijami do hokeja na trawie w dłoniach. Czy od dawna jest tak ładnie? Od niedawna, a i wkrótce ma się znów zepsuć, odpowiada życzliwie taksówkarz, ciągnąc dalej z nabytą przez lata wprawą tę fascynującą rozmowę o pogodzie. Przyleciałem, widzi, z Europy, a skąd dokładnie? Anglia najwyraźniej nie leży w Europie. Cała podróż z dworca do Peterhouse, najstarszego college’u w Cambridge, gdzie odbywa się tegoroczna edycja konferencji „Science. Polish Perspectives – Nauka. Polskie Perspektywy”, trwa może pięć-dziesięć minut. Patrzę przez okno, a w głowie kłębią mi się zapamiętane z lektur historie dotyczące tego miasta. Gdzieś za rogiem musiało być kino – czy nadal istnieje? – do którego uciekał po wykładach zmęczony Ludwig Wittgenstein. Widzę w wyobraźni, jak siada w pierwszym rzędzie, przy samym ekranie i nerwowo wcina pączki. Gdzieś nad rzeką z kolei stać musi wielka, późnogotycka King’s College Chapel. Jedziemy powoli przez miasto, a mnie z egzaltacji zdaje się niemalże, że w szumie samochodu słyszę „Magnificat” napisany specjalnie dla King’s College Choir przez Sir Johna Tavenera, tego samego Sir Johna Tavenera, którego śmierć ogłosiły kilka dni wcześniej gazety i strony internetowe.

Drugi obraz: sobota wieczór, Corpus Christi College, kolacja kończąca konferencję. Była łacińska modlitwa, teraz wszyscy zajęci są wyborem koloru wina. Portrety i malowane wzory Williama Morrisa na ścianach, światło świec, wieczorowe stroje, gołąb na talerzu. Ktoś mówi, że nieudany, ale nigdy w życiu nie jadłem gołębia, więc nie wiem, co odpowiedzieć. Poczciwy Wittgenstein słusznie argumentował w „Dociekaniach filozoficznych” – przeciwko scejntystom, pozytywistom i samemu sobie z czasów „Traktatu” – że jest wiele sensownych użyć języka. Sensownie można rozmawiać w czasie dnia o różnych dziedzinach nauki: biologii, biochemii, fizyce, inżynierii, psychologii, ekonomii, ale sensownie można rozmawiać też wieczorem przy kolacji o gołębiu. Na żadnej innej konferencji nie widziałem, muszę przyznać, tak ożywionego życia towarzyskiego, tak naturalnie toczonych rozmów, tak dobrej atmosfery. Niezastąpieni główni organizatorzy, Tomasz Cebo (Cambridge) i Magdalena Richter (Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, Warszawa i Cambridge), wznoszą toast za uczestników, jakiś czas później Michał Leszczyński reprezentujący London School of Economics Polish Society wygłasza z kolei długi toast za organizatorów, do których należą jeszcze Kinga Pławik, Paweł Jaworski, Ewelina Gregolińska, Piotr Oleśkiewicz i Aleksandra Kołodziejczyk, wszyscy z Cambridge bądź Oksfordu, oprócz Pawła Jaworskiego, który studiował na Politechnice Gdańskiej, a także w Chinach i na Tajwanie. Kieliszki z winem wędrują w górę, wybuchają długie brawa. Na sam koniec w naszej części sali wznosimy jeszcze parę dodatkowych, prywatnych toastów wyjętą spod stołu polską wódką.

Ewelina Gregolińska, jedna z organizatorek, podkreśla, że od początku postanowiono, by każde miejsce, z którym uczestnicy mają styczność, było wyjątkowe. Stąd najstarszy college w Cambridge, jako miejsce wykładów i kolacja w sali jadalnej Corpus Christi: – Wszyscy włożyliśmy ogrom pracy w tę konferencję, a dla Tomka i Magdy był to zapewne dodatkowy etat – mówi. – Dla mnie osobiscie były to trzy intensywne dni, spędzone wśród wspaniałych ludzi, pięknej architektury, z fascynującą nauką w tle. Zaangażowanie się w organizację konferencji było jedną z najlepszych decyzji jakie podjęłam w życiu.

Pomiędzy piątkiem rano, a sobotnią nocą – dwa dni wykładów, warsztatów, sesji plakatowych i dyskusji. Uczestnicy to głównie polscy studenci i młodzi naukowcy przebywający na co dzień za granicą, ale są też zaproszeni goście: znani profesorowie z Polski (m.in. prof. Maciej Żylicz, biochemik i prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, prof. Jacek M. Baranowski, specjalista od grafenu, prof. Robert Hołyst, dyrektor Instytutu Chemii Fizycznej PAN) i polscy profesorowie z Anglii (m.in. prof. Mirosław Wyszyński, termodynamik i dr Krzysztof Kozioł, nanotechnolog), a także przedstawiciele organizacji zajmujących się finansowaniem i promowaniem nauki w Polsce i sponsorów, w tym chłopaki z Boston Consulting Group. Jest również dr Piotr Karasiński, znany matematyk finansowy, swego czasu vice-prezes banku Goldman Sachs, który wytrwale słucha wszystkich prezentacji, a w przerwach i wieczorami i dyskutuje ze studentami. Konferencję otwiera Ambasador RP Witold Sobków.

Główny punkt programu stanowią jednak wykłady młodych naukowców, popularne w formie, wzorowane nieco na TED. Krzysztof Bar z Oksfordu, organizator zeszłorocznej edycji, mówi o mechanice kwantowej; Szymon Stelter z Uniwersytetu Londyńskiego – o produkowaniu ludzkich przeciwciał w roślinach; Joanna Bagniewska, wykładowca na Nottingham Trent University – o wykrywaniu materiałów wybuchowych przy pomocy specjalnie szkolonych pszczół; Antoni Wróbel pracujący nad doktoratem z krystalografii białek w Cambridge – o transporcie pęcherzykowym wewnątrz komórek. Ten ostatni dla zilustrowania procesów, o których mówi, puszcza bańki mydlane. Lśniące pęcherzyki szybują w powietrzu i spadają powoli na scenę w sali wykładowej Peterhouse- college’u, do którego należeli Max F. Perutz i Sir John Kendrew, laureaci Nagrody Nobla z Chemii w 1962 za pierwszą strukturę białka otrzymaną dzięki krystalografii.

Ewelina Gregolińska, jedna z organizatorek, ocenia poziom tegorocznych prelegentów – powyżej wymieniłem tylko małą ich część – jako bardzo wysoki: – Inspirujące dyskusje pomiędzy uczestnikami dało sie słyszeć do późnych godzin nocnych – dodaje. Główna nagroda jury za najlepszą prezentację wędruje do Agnieszki Lekawy-Raus z Cambridge, która mówi o grafenowych nanorurkach. Jedna z dwóch drugich nagród jury, a także nagroda publiczności idą w ręce Michała Kępy z Uniwersytetu w Edynburgu za wykład o dźwięku, magnetyzmie i nadprzewodnictwie.

Wśród uczestników można zauważyć kilka szczególnych grup. Są na przykład przyrodnicy-eleganci, w wełnianych bądź lnianych marynarkach, jakby wyjęci z powieści Evelyna Waugh, mili i nieco ekstrawaganccy. Zwykle mają kolorowe skarpety. „Właśnie zakryta spodniami skarpetka – przypominają się słowa naszego Waugh, Leopolda Tyrmanda – demonstrowana nie zawsze, lecz jedynie w chwili podniesienia nogi, kryje w sobie ogromnie wiele prawdy o człowieku”. Inna, wyróżniająca się grupa to przyszli finansiści i bankierzy, głównie z London School of Economics. Postawni, kulturalni, też nienagannie, choć mniej ekstrawagancko ubrani, w ojczyźnie interwencjonisty Keynesa nie tracą rezonu i na klubowej imprezie po sobotniej kolacji rozkręcają tańce. No i są oczywiście dziewczęta, jakoś tak się składa wszystkie onieśmielająco inteligentne i piękne. Może powinienem spojrzeć na wszystko nieco chłodniej i krytyczniej, ale nie mogę teraz pozbyć się właśnie tej jednej, egzaltowanej myśli: jacy my wszyscy młodzi, zdolni, piękni, fantastyczni!

– Konferencja w Cambridge napełniła mnie motywacją i energią – mówi mi Michał Kępa, prywatnie mój przyjaciel od podstawówki. – Motywacją do dalszej pracy nad moim projektem, który wymaga wiele cierpliwości i rozpoczynania wielu aspektów od nowa. Energią do działania w sferze popularyzacji nauki i dydaktyki. Wspaniała atmosfera jaka panowała podczas konferencji wynika z charakteru uczestników – ich otwartości, inteligencji, talentów, ciekawości świata i innych ludzi, chęci rozmowy.

Noc z piątku na sobotę spędzamy na imprezach w pokojach polskich studentów w Cambridge. W klasycystycznym akademiku z klatką schodową obwieszoną portretami gramy na gitarze i śpiewamy polskie pieśni żołnierskie i ckliwe utwory Starego Dobrego Małżeństwa. Dziś Polaków w Cambridge jest dość sporo, powiedziałbym, że przeciętnie kilkoro na college, a college’ów jest trzydzieści jeden.

Dwadzieścia kilka lat temu było całkiem inaczej. Wśród gości konferencji jest dr hab. Konrad Bajer, doktorant w Trinity College w latach 1984-8, który od wielu lat pracuje na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Jego angielski wciąż wybrzmiewa pięknym, brytyjskim akcentem. – W tym czasie Polaków na Uniwersytecie w Cambridge było niewielu, wszyscy się znali i mogli zmieścić się w jednym większym pokoju – opowiada. – „Cultural shock” jaki towarzyszył przyjazdowi z komunistycznej Polski do Cambridge, które było nieporównanie bardziej tradycyjne i konserwatywne niż dziś, był potężny. Cudzoziemców przebywało tam wówczas znacznie mniej niż teraz, a z Europy Środkowo-Wschodniej zaledwie garstka.

Jedząc gołębia, przypominam sobie o tzw. „srebrnej brygadzie”, grupie wysokich polskich oficerów, zarabiających po wojnie na życie polerowaniem zastawy w jednym z londyńskich hoteli. Ta konferencja to gra na nosie historii, która tak rzadko pozwalała nam, Polakom, robić to, w czym byliśmy dobrzy i na co mieliśmy ochotę.

– Dziś młodzi polscy naukowcy – kontynuuje dr Bajer – pozbawieni kompleksów, świadomi swej wartości, spontanicznie tworzą swoisty „klub” osób, które mając całkowitą swobodę wyboru, myślą jednak o ewentualnej karierze w Polsce lub co najmniej o utrzymywaniu bliskich kontaktów z polskim środowiskiem naukowym.

Podobnie ocenia dzisiejszą sytuację jeden z młodych prelegentów, Szymon Stelter: – Mam wrażenie, że polscy naukowcy pracujący za granicą to nie zwykli „uciekinierzy”, którzy przenoszą się tam gdzie im po prostu w danym momencie wygodniej. Są to raczej osoby z niesamowitą, wręcz zaraźliwą pasją do nauki, która prowadzi ich w miejsca, gdzie mogą realizować swoje marzenia. Jednocześnie, chcą dać coś w zamian. Zadają sobie pytania o to, jak funkcjonuje nauka w Polsce, co jest nie tak i co można zrobić, żeby było lepiej.

To prawda – panele dyskusyjne, które cieszą się dużym zainteresowaniem, w większości dotyczą możliwości poprawy warunków dla badań naukowych w naszym kraju.

– Podoba mi się, że niektórzy wracając, przynoszą do Polski cały dorobek zdobytych za granicą doświadczeń, umiejętności, kontaktów, a inni zostając zagranicą poszukują możliwości współpracy z instytucjami polskimi. Muszę przyznać, że trudno jest mi się oprzeć wrażeniu, że wśród uczestników tej konferencji są osoby, które będą miały bezpośredni wpływ na kształt polskiej nauki w przyszłości – dodaje Szymon. Najbardziej może niezwykłym gościem tej konferencji jest dr Alessandro Facchini, młody szwajcarski logik, który zdecydował się na podjęcie pracy na Uniwersytecie Warszawskim. Jak mówi, ze względu na niezwykle wysoki poziom naukowy wydziału, na którym pracuje.

Szymon zwraca też moją uwagę na znaczenie, jakie ma możliwość kontaktu z przedstawicielami organizacji takich jak Fundacja na rzecz Nauki Polskiej: – Wiedząc jakich wartości poszukują, dowiadujemy się w jakim kierunku efektywnie się rozwijać – mówi. – Jednocześnie jest to sytuacja korzystna dla obydwu stron, ponieważ im z kolei zależy, by znaleźć jak najlepsze osoby potencjalnie zainteresowane powrotem do kraju.

Wśród naukowców z Polski nastroje są raczej optymistyczne. Prof. Hołyst i prof. Marta Miączyńska (Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej, Warszawa) zgadzają się, że aktualnie sytuacja finansowa najlepszych polskich naukowców jest godna pozazdroszczenia, nawet w porównaniu z Zachodem. – Przede wszystkim budujące jest to, że coraz lepiej rozumiemy u nas w kraju, jak bardzo ważni dla rozwoju polskiej nauki są tacy ludzie, jakich mogliśmy spotkać na tej konferencji – cieszy się dr Bajer.

Jednak nawet gdyby „Polskie perspektywy” miały okazać się tylko tym – wspólnym świętem młodych polskich naukowców rozproszonych po różnych krajach Europy – to i tak będzie to bardzo wiele. Pamiętam piątkowy poranek, taksówkę, słońce i wciąż jeszcze dość zielone parki Cambridge, i słyszę w myślach słowa „Finlandii” Świetlików, przypomnianej ostatnio przez któregoś ze znajomych na Facebooku piosenki o ulatującym szczęściu: „Nigdy nie będzie takiego lata”. No chyba, że za rok, znów jesienią, na kolejnej konferencji z tego samego cyklu.

Konferencja “Science. Polish perspectives- Nauka. Polskie perspektywy odbyła się w Cambridge w dniach 15-16 listopada 2013r. Wsród patronów naukowych konferencji jest Polski Ośrodek Naukowy UJ w Londynie.

 

Tekst Marcina Suskiewicza dostępny tutaj.