Gala Wybitny Polak 2015

Tekst ze strony Ambasady RP w Londynie
Ambasador Witold Sobków wziął udział w gali przyznania nagród w konkursie “Wybitny Polak” adresowanym do liderów polonijnych.

Konkurs Wybitny Polak odbywa sie w wielu krajach świata od 6 lat. W Wielkiej Brytanii został zorganizowany po raz pierwszy dzięki inicjatywie londyńskiego Polish City Club przy wsparciu Pangea Network oraz Fundacji Teraz Polska. Celem konkursu jest kreowanie pozytywnego wizerunku Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii, pokazanie ich dokonań oraz wyróżnienie i promocja osób odnoszących sukcesy poza granicami Polski. Nagrody przyznano w czterech głównych kategoriach: Nauka, Kultura, Osobowość oraz Młody Polak. Dodatkowo organizatorzy zdecydowali sie przyznać nagrodę internautów oraz dwie nagrody specjalne za całokształt działań na rzecz Polonii.

Continue reading Gala Wybitny Polak 2015

Advertisements

Ambasadorka Polski w Wielkiej Brytanii

Rozmowa w Polskim Radiu dla Zagranicy 

/

Dr Joanna Bagniewska – wybitny ekolog, zoolog i biolog – to także znakomita promotorka polskiej nauki na świecie.

Wykładowczyni na brytyjskich uniwersytetach, absolwentka Szkoły Liderów Polonijnych, swoimi dokonaniami udowodniła, że młoda polska uczona może z powodzeniem prowadzić badania naukowe w Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii i Australii.
Teraz, dr Joanna Bagniewska, z sukcesami wspiera młodych polskich naukowców marzących o karierze w Wielkiej Brytanii. Jej zaangażowanie w promocję Polski i polskiej nauki zostało uhonorowane m.in. tytułem Człowieka Roku nadanym przez londyński “Dziennik Polski” – najstarsze pismo polonijne na Wyspach Brytyjskich.

Z dr Joanną Bagniewską rozmawia Maria Wieczorkiewicz.

Kreatywni, otwarci, wyraziści, czyli jak promować Polskę zagranicą

slp

Rodzima historia, gościnność i kuchnia, ale też innowacyjność i kreatywność. To nasze potencjalne atuty w międzynarodowej rywalizacji narodowych brandów. Z czym w tej chwili Polska kojarzy się obcokrajowcom, z czym powinna się kojarzyć i jak można poprawić jej opinię, opowiadają młodzi liderzy organizacji polonijnych.

Doktor Joanna Bagniewska, zoolog specjalizująca się w ochronie środowiska, ma w sobie mnóstwo pasji, zwłaszcza gdy mówi o promowaniu Polski zagranicą. Pochodzi z Gdańska, ale od kilkunastu lat żyje poza krajem. Do Anglii przyjechała w 2008 roku, na studia doktoranckie w Oxfordzie. Teraz jest nauczycielem akademickim na uniwersytecie Nottingham Trent. Wcześniej studiowała na Jacobs University w Bremie i Rice University w Houston. Jak sama przyznaje, mieszkała już w siedmiu krajach, a podróżowała po czterdziestu. To daje jej perspektywę, by spojrzeć na Polskę z dystansu, bez egzaltacji.

Z tęsknoty za pączkiem

– Po raz pierwszy o działalności polonijnej poważnie pomyślałam jakieś pięć lat temu, w Oxfordzie. Nie bardzo miałam ochotę integrować się z innymi polskimi studentami na uniwersytecie, trochę odstraszały mnie te polonijne klimaty, kiszenie się we własnym sosie. Ale na wszelki wypadek zapisałam się na listę mailingową – opowiada Joanna. – W końcu przyszedł Tłusty Czwartek, a ja bardzo zatęskniłam za polskim pączkiem. W mailu było zaproszenie na spotkanie od Stowarzyszenia Polskich Studentów w Oxfordzie. Pomyślałam: “Co mi szkodzi? Wpadnę, zjem pączka, pokręcę się trochę, ale integrować się nie będę. Na miejscu okazało się, że atmosfera jest fantastyczna, ludzie przemili i całkiem zmieniłam swój stosunek do stowarzyszenia. Zaangażowałam się na całego.

Zaczęły się kolejne akcje, a od 2009 roku coraz intensywniejsza działalność w Szkole Liderów Polonijnych.

– Polska ma szansę być w Anglii naprawdę sexy. Ale musimy być wyraziści. To nie może być tylko folklor, przyśpiewki, wycinanki czy kiełbasa – mówi Joanna. – Trzy lata temu zrobiłam wśród zagranicznych znajomych ankietę: “Co wiedzą o Polsce?”. Odpowiedzi były więcej niż interesujące. Poza wódką, komunizmem, zaciętą religijnością i wojną, były też odpowiedzi dość zaskakujące. Ot, choćby herbata Hibiscus. Albo Ola Jordan, tancerka z brytyjskiego “Tańca z gwiazdami” i modelka Joanna Krupa. Albo Max Factor od kosmetyków, czyli Maksymilian Faktorowicz. Albo nasi słynni matematycy: Banach, Czochralski, Sierpiński. Byli też literaci, poza Mickiewiczem i Sienkiewiczem, Leśmian i Lechoń – co mnie trochę zaskoczyło. Dlaczego akurat Lechoń? Była też Alicja “Netoperek”, zoolożka, kobieta, która zorganizowała niespotykaną akcję liczenia nietoperzy w kraju. Pewnie nawet w Polsce mało kto wie, o kim mowa. A w środowisku uniwersyteckim jest bardzo znana. Podobnie jak np. Joanna Rutkowska, specjalistka od zabezpieczeń w sieciach komputerowych. Jakie z tego wnioski? Że promować możemy i powinniśmy się nie tylko wysoką kulturą, ale też kulturą masową, wysokiej klasy specjalistami i kreatywnością. Ale musi to być spójna, przemyślana koncepcja. Dopracowana wizja.

Dla Joanny przykładem nowoczesnego myślenia o promocji kraju jest projekt Wally’ego Olinsa, światowej sławy speca od wizerunku, który kilka lat temu próbował promować Polskę hasłem “Creative Tension”, czyli “twórcze napięcie”. Kilka miesięcy temu Joanna organizowała spotkanie z Olinsem w Edynburgu: – On cały czas powtarza, że musimy być wyraziści, by uciec od wizerunku kraju rozwijającego się, ale szarego i nudnego. On chce stawiać na kreatywność i ma rację. Podczas spotkania podkreślał, że nie wypromujemy się, jeśli nie będziemy odróżniać się od Węgrów, Czechów, Słowaków czy Estończyków. Dla ludzi w Europie Zachodniej jesteśmy na razie jedną wielką masą: Europą Wschodnią. Niczym się nie różnimy. Dla nich jesteśmy krajem, gdzie są brudne toalety i tani alkohol. Tyle. I to trzeba zmienić. Myślę, że warto jeszcze raz nawiązać współpracę z Olinsem, bo to jest człowiek, który naprawdę wie, o czym mówi.

***

Spotkanie liderów polonijnych w Białobrzegach pod Warszawą. Listopad 2013. :”Whenever, wherever, we’re gonna VOTE together” – na melodię przeboju Shakiry śpiewa grupa Asi Bagniewskiej. A zaraz potem prezentuje hasło: “Głosuj z Shakirą i Dudkiem za swoim ogródkiem”. To elementy akcji promującej udział Polonii w wyborach do rad rejonowych. Bo Polacy muszą być obecni w lokalnych władzach, jeśli chcą zmieniać rzeczywistość wokół siebie, a przy okazji obraz Polski w świecie. Zdaniem grupy, potrzebni są do tego celebryci. Tak jak Rosjanie wykorzystali do kampanii promocyjnej Gerarda Depardieu, tak my możemy pomyśleć np. o Shakirze, ale też rozpoznawalnych w świecie Polakach: Jerzym Dudku czy Robercie Kubicy.

Całość tekstu dostępna na stronie Szkoły Liderów.

Minister Radosław Sikorski spotkał się w Warszawie z młodymi liderami środowisk polonijnych

msz1
W Europie jesteśmy uważani za kraj dynamiczny. Naszym pierwszym zasobem jesteście Wy – powiedział minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podczas dzisiejszego spotkania z uczestnikami Zjazdu Absolwentów Szkoły Liderów Polonijnych w gmachu Senatu RP.

Polityka polonijna rządu stara się coraz lepiej wykorzystywać środki, które podatnik daje do naszej dyspozycji – powiedział podczas spotkania szef polskiej dyplomacji. Przypomniał, że MSZ ogłosił kolejną turę konkursu Współpraca z Polonią i Polakami za granicą, na który przeznaczone zostanie niemal 60 milionów złotych.

 

Spotkanie w Senacie poświęcone było nie tylko polityce rządu wobec Polonii i Polaków za granicą ale także marce POLSKA. Szef polskiego MSZ zwrócił uwagę, że żyjemy w czasach rewolucji technologicznej. – To oznacza, że łatwiej jest utrzymać kontakt z Polską, ale także, że te nowoczesne narzędzia są też użyteczne we wzmacnianiu marki POLSKA  –  podkreślił minister. Jednocześnie zauważył, że zmiana sposobu promowania Polski to nie tylko zmiana narzędzi komunikacji. Konieczna jest również zmiana narracji w opowiadaniu o Polsce. – Uważamy, że historia naszego kraju powinna być dla obcokrajowców pozytywną inspiracją – zaznaczył minister. – Chcemy, aby dowiedzieli się, że dzięki naszym cechom narodowym – pracowitości,  inteligencji, talentowi, polotowi – Polska jest dzisiaj krajem sukcesu. Krajem, którym warto się interesować i z którym warto współpracować. Minister Radosław Sikorski podkreślił, że marka o nazwie Polska jest dziś warta 472 mld dolarów. – Znajduje się [ona] na 20. miejscu najbardziej wartościowych marek narodowych, wyprzedzając Niemcy, Singapur i Norwegię. Rok wcześniej było to 271 mld dolarów – przypomniał.

Msz2

 

W Zjeździe biorą udział najaktywniejsi, młodzi liderzy środowisk polonijnych z całego świata, którzy pogłębiali wiedzę i doskonalili swe umiejętności liderskie podczas kolejnych edycji Szkoły. Przed spotkaniem uczestnicy wraz z gronem ekspertów i parlamentarzystów wysłuchali wykładów na temat praw wyborczych obywateli polskich za granicą oraz zasad udziału w wyborach organizowanych przez polskie placówki dyplomatyczno-konsularne. Odbyły się także dyskusje panelowe nt. tego, jak Polacy korzystają ze swoich praw wyborczych i jak Polonia angażuje się w życie polityczne Polski. Zaprezentowano ponadto program Stowarzyszenia Szkoła Liderów pt. „Jesteś u siebie. Zagłosuj”. Program jest jednocześnie szeroką kampanią profrekwencyjną przed przyszłorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego.

 

Szkolenia liderskie organizowane są przez Stowarzyszenie Szkoła Liderów od 1994 roku. W 2009 r. stowarzyszenie rozpoczęło program dla środowisk polonijnych i polskich poza granicami kraju. Program finansowany jest ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych przekazywanych organizacjom pozarządowym w drodze otwartego konkursu. W tym roku program Szkoły Liderów Polonijnych został objęty patronatem honorowym Ministra Spraw Zagranicznych.

 

Biuro Rzecznika Prasowego

Ministerstwo Spraw Zagranicznych

M. Suskiewicz: Święto polskiej nauki

Jagielloński24

Może przydałoby się spojrzeć na tego typu inicjatywy z chłodnego dystansu, opisać ich zalety i wady, zastanowić się nad tym, co trwałego wnoszą one do polskiej nauki, zwłaszcza, że większość ich uczestników przebywa przecież za granicą i nie wiadomo, czy kiedykolwiek do Polski wróci. Może, ale na razie jestem w stanie opisać tylko niesamowite wrażenie, jakie „Polskie perspektywy” na mnie wywarły: wrażenie niezwykłego, radosnego święta.

Piątek rano. Przyleciałem z deszczu, z szarości, z mgły, a tu, gdzie spodziewać się można było pogody jeszcze gorszej, nieprzeniknionych chmur i silnych wiatrów – świeci słońce. Jedziemy, powoli mijając tłumy pieszych i rowerzystów i zatrzymując się kilka razy na światłach, w tym raz, by przepuścić grupę dziewcząt w szkolnych mundurkach z kijami do hokeja na trawie w dłoniach. Czy od dawna jest tak ładnie? Od niedawna, a i wkrótce ma się znów zepsuć, odpowiada życzliwie taksówkarz, ciągnąc dalej z nabytą przez lata wprawą tę fascynującą rozmowę o pogodzie. Przyleciałem, widzi, z Europy, a skąd dokładnie? Anglia najwyraźniej nie leży w Europie. Cała podróż z dworca do Peterhouse, najstarszego college’u w Cambridge, gdzie odbywa się tegoroczna edycja konferencji „Science. Polish Perspectives – Nauka. Polskie Perspektywy”, trwa może pięć-dziesięć minut. Patrzę przez okno, a w głowie kłębią mi się zapamiętane z lektur historie dotyczące tego miasta. Gdzieś za rogiem musiało być kino – czy nadal istnieje? – do którego uciekał po wykładach zmęczony Ludwig Wittgenstein. Widzę w wyobraźni, jak siada w pierwszym rzędzie, przy samym ekranie i nerwowo wcina pączki. Gdzieś nad rzeką z kolei stać musi wielka, późnogotycka King’s College Chapel. Jedziemy powoli przez miasto, a mnie z egzaltacji zdaje się niemalże, że w szumie samochodu słyszę „Magnificat” napisany specjalnie dla King’s College Choir przez Sir Johna Tavenera, tego samego Sir Johna Tavenera, którego śmierć ogłosiły kilka dni wcześniej gazety i strony internetowe.

Drugi obraz: sobota wieczór, Corpus Christi College, kolacja kończąca konferencję. Była łacińska modlitwa, teraz wszyscy zajęci są wyborem koloru wina. Portrety i malowane wzory Williama Morrisa na ścianach, światło świec, wieczorowe stroje, gołąb na talerzu. Ktoś mówi, że nieudany, ale nigdy w życiu nie jadłem gołębia, więc nie wiem, co odpowiedzieć. Poczciwy Wittgenstein słusznie argumentował w „Dociekaniach filozoficznych” – przeciwko scejntystom, pozytywistom i samemu sobie z czasów „Traktatu” – że jest wiele sensownych użyć języka. Sensownie można rozmawiać w czasie dnia o różnych dziedzinach nauki: biologii, biochemii, fizyce, inżynierii, psychologii, ekonomii, ale sensownie można rozmawiać też wieczorem przy kolacji o gołębiu. Na żadnej innej konferencji nie widziałem, muszę przyznać, tak ożywionego życia towarzyskiego, tak naturalnie toczonych rozmów, tak dobrej atmosfery. Niezastąpieni główni organizatorzy, Tomasz Cebo (Cambridge) i Magdalena Richter (Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, Warszawa i Cambridge), wznoszą toast za uczestników, jakiś czas później Michał Leszczyński reprezentujący London School of Economics Polish Society wygłasza z kolei długi toast za organizatorów, do których należą jeszcze Kinga Pławik, Paweł Jaworski, Ewelina Gregolińska, Piotr Oleśkiewicz i Aleksandra Kołodziejczyk, wszyscy z Cambridge bądź Oksfordu, oprócz Pawła Jaworskiego, który studiował na Politechnice Gdańskiej, a także w Chinach i na Tajwanie. Kieliszki z winem wędrują w górę, wybuchają długie brawa. Na sam koniec w naszej części sali wznosimy jeszcze parę dodatkowych, prywatnych toastów wyjętą spod stołu polską wódką.

Ewelina Gregolińska, jedna z organizatorek, podkreśla, że od początku postanowiono, by każde miejsce, z którym uczestnicy mają styczność, było wyjątkowe. Stąd najstarszy college w Cambridge, jako miejsce wykładów i kolacja w sali jadalnej Corpus Christi: – Wszyscy włożyliśmy ogrom pracy w tę konferencję, a dla Tomka i Magdy był to zapewne dodatkowy etat – mówi. – Dla mnie osobiscie były to trzy intensywne dni, spędzone wśród wspaniałych ludzi, pięknej architektury, z fascynującą nauką w tle. Zaangażowanie się w organizację konferencji było jedną z najlepszych decyzji jakie podjęłam w życiu.

Pomiędzy piątkiem rano, a sobotnią nocą – dwa dni wykładów, warsztatów, sesji plakatowych i dyskusji. Uczestnicy to głównie polscy studenci i młodzi naukowcy przebywający na co dzień za granicą, ale są też zaproszeni goście: znani profesorowie z Polski (m.in. prof. Maciej Żylicz, biochemik i prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, prof. Jacek M. Baranowski, specjalista od grafenu, prof. Robert Hołyst, dyrektor Instytutu Chemii Fizycznej PAN) i polscy profesorowie z Anglii (m.in. prof. Mirosław Wyszyński, termodynamik i dr Krzysztof Kozioł, nanotechnolog), a także przedstawiciele organizacji zajmujących się finansowaniem i promowaniem nauki w Polsce i sponsorów, w tym chłopaki z Boston Consulting Group. Jest również dr Piotr Karasiński, znany matematyk finansowy, swego czasu vice-prezes banku Goldman Sachs, który wytrwale słucha wszystkich prezentacji, a w przerwach i wieczorami i dyskutuje ze studentami. Konferencję otwiera Ambasador RP Witold Sobków.

Główny punkt programu stanowią jednak wykłady młodych naukowców, popularne w formie, wzorowane nieco na TED. Krzysztof Bar z Oksfordu, organizator zeszłorocznej edycji, mówi o mechanice kwantowej; Szymon Stelter z Uniwersytetu Londyńskiego – o produkowaniu ludzkich przeciwciał w roślinach; Joanna Bagniewska, wykładowca na Nottingham Trent University – o wykrywaniu materiałów wybuchowych przy pomocy specjalnie szkolonych pszczół; Antoni Wróbel pracujący nad doktoratem z krystalografii białek w Cambridge – o transporcie pęcherzykowym wewnątrz komórek. Ten ostatni dla zilustrowania procesów, o których mówi, puszcza bańki mydlane. Lśniące pęcherzyki szybują w powietrzu i spadają powoli na scenę w sali wykładowej Peterhouse- college’u, do którego należeli Max F. Perutz i Sir John Kendrew, laureaci Nagrody Nobla z Chemii w 1962 za pierwszą strukturę białka otrzymaną dzięki krystalografii.

Ewelina Gregolińska, jedna z organizatorek, ocenia poziom tegorocznych prelegentów – powyżej wymieniłem tylko małą ich część – jako bardzo wysoki: – Inspirujące dyskusje pomiędzy uczestnikami dało sie słyszeć do późnych godzin nocnych – dodaje. Główna nagroda jury za najlepszą prezentację wędruje do Agnieszki Lekawy-Raus z Cambridge, która mówi o grafenowych nanorurkach. Jedna z dwóch drugich nagród jury, a także nagroda publiczności idą w ręce Michała Kępy z Uniwersytetu w Edynburgu za wykład o dźwięku, magnetyzmie i nadprzewodnictwie.

Wśród uczestników można zauważyć kilka szczególnych grup. Są na przykład przyrodnicy-eleganci, w wełnianych bądź lnianych marynarkach, jakby wyjęci z powieści Evelyna Waugh, mili i nieco ekstrawaganccy. Zwykle mają kolorowe skarpety. „Właśnie zakryta spodniami skarpetka – przypominają się słowa naszego Waugh, Leopolda Tyrmanda – demonstrowana nie zawsze, lecz jedynie w chwili podniesienia nogi, kryje w sobie ogromnie wiele prawdy o człowieku”. Inna, wyróżniająca się grupa to przyszli finansiści i bankierzy, głównie z London School of Economics. Postawni, kulturalni, też nienagannie, choć mniej ekstrawagancko ubrani, w ojczyźnie interwencjonisty Keynesa nie tracą rezonu i na klubowej imprezie po sobotniej kolacji rozkręcają tańce. No i są oczywiście dziewczęta, jakoś tak się składa wszystkie onieśmielająco inteligentne i piękne. Może powinienem spojrzeć na wszystko nieco chłodniej i krytyczniej, ale nie mogę teraz pozbyć się właśnie tej jednej, egzaltowanej myśli: jacy my wszyscy młodzi, zdolni, piękni, fantastyczni!

– Konferencja w Cambridge napełniła mnie motywacją i energią – mówi mi Michał Kępa, prywatnie mój przyjaciel od podstawówki. – Motywacją do dalszej pracy nad moim projektem, który wymaga wiele cierpliwości i rozpoczynania wielu aspektów od nowa. Energią do działania w sferze popularyzacji nauki i dydaktyki. Wspaniała atmosfera jaka panowała podczas konferencji wynika z charakteru uczestników – ich otwartości, inteligencji, talentów, ciekawości świata i innych ludzi, chęci rozmowy.

Noc z piątku na sobotę spędzamy na imprezach w pokojach polskich studentów w Cambridge. W klasycystycznym akademiku z klatką schodową obwieszoną portretami gramy na gitarze i śpiewamy polskie pieśni żołnierskie i ckliwe utwory Starego Dobrego Małżeństwa. Dziś Polaków w Cambridge jest dość sporo, powiedziałbym, że przeciętnie kilkoro na college, a college’ów jest trzydzieści jeden.

Dwadzieścia kilka lat temu było całkiem inaczej. Wśród gości konferencji jest dr hab. Konrad Bajer, doktorant w Trinity College w latach 1984-8, który od wielu lat pracuje na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Jego angielski wciąż wybrzmiewa pięknym, brytyjskim akcentem. – W tym czasie Polaków na Uniwersytecie w Cambridge było niewielu, wszyscy się znali i mogli zmieścić się w jednym większym pokoju – opowiada. – „Cultural shock” jaki towarzyszył przyjazdowi z komunistycznej Polski do Cambridge, które było nieporównanie bardziej tradycyjne i konserwatywne niż dziś, był potężny. Cudzoziemców przebywało tam wówczas znacznie mniej niż teraz, a z Europy Środkowo-Wschodniej zaledwie garstka.

Jedząc gołębia, przypominam sobie o tzw. „srebrnej brygadzie”, grupie wysokich polskich oficerów, zarabiających po wojnie na życie polerowaniem zastawy w jednym z londyńskich hoteli. Ta konferencja to gra na nosie historii, która tak rzadko pozwalała nam, Polakom, robić to, w czym byliśmy dobrzy i na co mieliśmy ochotę.

– Dziś młodzi polscy naukowcy – kontynuuje dr Bajer – pozbawieni kompleksów, świadomi swej wartości, spontanicznie tworzą swoisty „klub” osób, które mając całkowitą swobodę wyboru, myślą jednak o ewentualnej karierze w Polsce lub co najmniej o utrzymywaniu bliskich kontaktów z polskim środowiskiem naukowym.

Podobnie ocenia dzisiejszą sytuację jeden z młodych prelegentów, Szymon Stelter: – Mam wrażenie, że polscy naukowcy pracujący za granicą to nie zwykli „uciekinierzy”, którzy przenoszą się tam gdzie im po prostu w danym momencie wygodniej. Są to raczej osoby z niesamowitą, wręcz zaraźliwą pasją do nauki, która prowadzi ich w miejsca, gdzie mogą realizować swoje marzenia. Jednocześnie, chcą dać coś w zamian. Zadają sobie pytania o to, jak funkcjonuje nauka w Polsce, co jest nie tak i co można zrobić, żeby było lepiej.

To prawda – panele dyskusyjne, które cieszą się dużym zainteresowaniem, w większości dotyczą możliwości poprawy warunków dla badań naukowych w naszym kraju.

– Podoba mi się, że niektórzy wracając, przynoszą do Polski cały dorobek zdobytych za granicą doświadczeń, umiejętności, kontaktów, a inni zostając zagranicą poszukują możliwości współpracy z instytucjami polskimi. Muszę przyznać, że trudno jest mi się oprzeć wrażeniu, że wśród uczestników tej konferencji są osoby, które będą miały bezpośredni wpływ na kształt polskiej nauki w przyszłości – dodaje Szymon. Najbardziej może niezwykłym gościem tej konferencji jest dr Alessandro Facchini, młody szwajcarski logik, który zdecydował się na podjęcie pracy na Uniwersytecie Warszawskim. Jak mówi, ze względu na niezwykle wysoki poziom naukowy wydziału, na którym pracuje.

Szymon zwraca też moją uwagę na znaczenie, jakie ma możliwość kontaktu z przedstawicielami organizacji takich jak Fundacja na rzecz Nauki Polskiej: – Wiedząc jakich wartości poszukują, dowiadujemy się w jakim kierunku efektywnie się rozwijać – mówi. – Jednocześnie jest to sytuacja korzystna dla obydwu stron, ponieważ im z kolei zależy, by znaleźć jak najlepsze osoby potencjalnie zainteresowane powrotem do kraju.

Wśród naukowców z Polski nastroje są raczej optymistyczne. Prof. Hołyst i prof. Marta Miączyńska (Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej, Warszawa) zgadzają się, że aktualnie sytuacja finansowa najlepszych polskich naukowców jest godna pozazdroszczenia, nawet w porównaniu z Zachodem. – Przede wszystkim budujące jest to, że coraz lepiej rozumiemy u nas w kraju, jak bardzo ważni dla rozwoju polskiej nauki są tacy ludzie, jakich mogliśmy spotkać na tej konferencji – cieszy się dr Bajer.

Jednak nawet gdyby „Polskie perspektywy” miały okazać się tylko tym – wspólnym świętem młodych polskich naukowców rozproszonych po różnych krajach Europy – to i tak będzie to bardzo wiele. Pamiętam piątkowy poranek, taksówkę, słońce i wciąż jeszcze dość zielone parki Cambridge, i słyszę w myślach słowa „Finlandii” Świetlików, przypomnianej ostatnio przez któregoś ze znajomych na Facebooku piosenki o ulatującym szczęściu: „Nigdy nie będzie takiego lata”. No chyba, że za rok, znów jesienią, na kolejnej konferencji z tego samego cyklu.

Konferencja “Science. Polish perspectives- Nauka. Polskie perspektywy odbyła się w Cambridge w dniach 15-16 listopada 2013r. Wsród patronów naukowych konferencji jest Polski Ośrodek Naukowy UJ w Londynie.

 

Tekst Marcina Suskiewicza dostępny tutaj.